Druga japonia w twoim ogrodzie

W poprzednim artykule starałem się przedstawić ogrody japońskie w ich nie egzotycznym, ale uniwersalnym wymiarze. Teraz czas spróbować wykorzystać te uniwersalne wartości w naszej praktyce.

Z jednym wszakże zastrzeżeniem. Nie będzie tu żadnego przepisu, jak skopiować tamte dzieła, choć i tego są warte. Spróbuję natomiast opisać

-    z praktycznego punktu widzenia

-    to, co każdy może już teraz prze­nieść do swojego ogrodu.

Zbiór widoków

Na początek dobrze jest zacząć myśleć o ogrodzie nie jak o czymś, co wyrasta z płaskiego rzutu, ale jak o zbiorze widoków. Projektując lub zmieniając istniejący ogród, powinni­śmy zająć się przede wszystkim kom­ponowaniem tych widoków, a sam rzut potraktować jako rzecz drugo­rzędną, jako pewien zapis informa­cji dla wykonawcy, nigdy zaś jako rzecz niezbędną. Komponowanie wi­doku to nic innego, jak rozmieszcza­nie w polu widzenia, pomiędzy nie­bem a ziemią, różnych obiektów. Jakich? Katalog jest przedziwnie ubo­gi. Ziemia, woda, rośliny, kamienie.

Tylko tyle. O wiele dłuższa jest lista elementów, które w ogrodzie zniwe­czą każdą, najbardziej wyrafinowaną kompozycję, sprowadzając wszelkie estetyczne wzruszenia do parteru przyziemnej codzienności.

Naturalne uroczysko

Wszelkie niezwykle pożyteczne i niezbędne urządzenia, takie jak trzepak, śmietnik, garaż, dobrze jest ustawić w miejscu w miarę odosob­nionym, rozdzielając obsługę po­trzeb gospodarstwa domowego od miejsca, w którym rządzić powinno bezinteresowne piękno. Najlepiej przyozdobione psie wybiegi, boiska do gier wszelkich czy miejsca do smażenia kiełbas pozostaną sobą, mimo przepychu oplatającego je kwiecia. Takie rozdzielenie funkcji jest możliwe wszędzie, chociaż najła­twiej uwzględnić je już na wstępie, a więc na etapie projektowania i sta­wiania domu.

Wyłączenie z widoku ogrodu róż­nych urządzeń technicznych to jed­nak nie wszystko. Jeżeli to możliwe, najlepiej zrezygnować ze stosowania wszelkich prefabrykowanych wyro­bów, takich, jak cegła czy krzesło. Wiem, że to okrucieństwo, szczegól­nie w czasach, kiedy dopiero co poja­wiło się i wabi nieskończenie wiele ślicznych wzorów kostki brukowej w pięknych kolorach, nie mówiąc już o przepychu plastikowych mebli optymizmie tryskającym z gipso­wych krasnali. Wszystkie te rzeczy, mimo niezaprzeczalnego uroku, ma­ją jedną wadę. Umieszczone w ogro­dzie – z miejsca określają jego skalę, nie pozwalają na złudzenia co do roz­miarów miejsca. Jeżeli chcemy, żeby ogród wyglądał jak dzikie uroczysko, to z definicji nie może się w nim zna­leźć nic, co w naturze jest nie na miej­scu. Trudno określić wielkość ogrodu zbudowanego z uwzględnieniem te­go ograniczenia.

Czego tu nie ma?

Na zamieszczonych zdjęciach, obok braku trzepaka, rzuca się w oczy brak symetrii. Trudno też wytropić linie proste i regularne bryły – chyba że są to budynki albo ogrodzenie. Ogród nie potrzebuje udawać architektury, przedłużać jej czy nawiązywać do jej kształtu. Ogrodowe budowle wyglą­dają tu tak, jakby wstawiono je do już istniejącego krajobrazu, w którym poza tym nic nie zostało zmienione.

Nie widać też (najczęściej) granic ogrodu. Rysunki nr 1 i 2 ilustrują, jak to można uzyskać. Zupełnie przeciw­ny efekt uzyskuje się, urządzając ogród, w którym dominuje wielki trawnik oto­czony rozmieszczonymi pod płotem „nasadzeniami”. Pas „nasadzeń” pod­kreśla granicę, otacza puste wnętrze.

Nie znajdziemy tu nagiej, spulch­nionej ziemi ani tak zwanych misek pod krzewami i drzewami. Glebę za­wsze okrywa runo (głównie mech, o istnieniu trawników Japończycy dowiedzieli się od Europejczyków). „W naturze” też nie istnieje naga, za­orana ziemia, a nawet jeśli się pojawi, to zaraz zarasta. Chyba że w ogóle nie ma humusu, a na powierzchni le­ży piach lub żwir. Wtedy prawie nic nie wyrośnie. Zdjęcie nr 4 przedstawia fragment ogrodu z pasem takiego ja­łowego gruntu. Że jest to jednocześnie ścieżka, można się tylko domyślać. I żeby już skończyć z brakami, brak przedostatni: brak przepychu. Kom­pozycje roślinne ułożono z paru zale­dwie gatunków. Nie ma zbędnej pstrokacizny, lecz tak jak w natural­nym krajobrazie niewiele tu gatun­ków i kolorów. Liczy się rzeźba i dra­matyzm kompozycji, a nie tani efekt, polegający na użyciu wielu kolorów. Oczywiście nie z samych braków skła­dają się opisywane ogrody.

Kompozycje planów

Jeżeli na ogrody spojrzymy jak na kompozycję brył, to łatwo zauważy­my, że im są bliżej patrzącego, tym rysunek ich staje się wyraźniejszy, a granice pomiędzy nimi ostrzejsze. Równie wyraźnie podkreślona jest gra­nica pomiędzy wodą a brzegiem oraz wodą i kamieniami.

Jeśli – w sposób dość uproszczo­ny – potraktujemy krajobraz jak ob­raz złożony z poziomych pasów, zo­baczymy, że w pasie najniższym, i zarazem najbliższym nam, znajduje się najwięcej szczegółów, a w najwyż­szym i najdalszym tylko plamy o roz­mazanych konturach. Zdjęcia ilustru­ją to niezwykle wyraźnie: na dole formowane krzewy, kamienie, nieco wyżej większe bryły, jeszcze wyżej formowane drzewa, a najwyżej bez­kształtna ściana lasu. Takie to proste, że aż banalne. I jakże naturalne, zgod­ne ze sposobem, w jaki postrzegamy otwarty krajobraz.

Na pierwszym planie należy uni­kać wszelkich amorficznych gąszczy i ograniczać stosowanie roślin two­rzących bezładną plątaninę kształ­tów. Ten efekt może być pożądany przy maskowaniu czołgów, ale nie przy tworzeniu kompozycji ogrodu.

Pierwszy plan najszybciej i najta­niej można zbudować z pospolitych krzewów żywopłotowych takich jak ligustr, irga czy ałycza. Wszystko, poza formą, będzie w takiej kompo­zycji identyczne jak w żywopłocie, tyle że zamiast zielonej ściany formowane krzewy stworzą grupę brył o organicznych kształtach. Na dobrą sprawę mogą one zastąpić ka­mienie – upatrzoną czy wymyśloną formę możemy wyciąć w bryle krze­wu. Zadowalający efekt zwykle uzy­skuje się po kilku sezonach. Waru­nek – systematyczne cięcie.

Formowane krzewy nie mogą zle­wać się z tłem. Jeżeli rosną na traw­niku, trawę trzeba starannie docinać w miejscach, do których nie dociera kosiarka. Zamiast trawy można sto­sować płasko rosnące rośliny okry­wowe.

Wypełnianie przestrzeni

Do wypełnienia przestrzeni ogro­du tak, aby coś się w nim działo, nie są konieczne formowane przez dziesiąt­ki lat niewielkie drzewa (fot. 3 i 4). Podobny efekt można uzyskać niewiel­kim kosztem – wykorzystując szcze­pione na wysokich podkładach krzewy. W ogro­dzie urządzanym według powyżej opi­sanych zasad najtrudniej o naturalną – nie podkreśloną wysypiskiem kamy­ków lub ceglaną obmurówką – grani­cę między ziemią a wodą. W „oczkach wodnych” (co za obrzydliwy termin) trzeba jakoś zamaskować wychodzą­cą nad powierzchnię wody folię, z któ­rej zostały zrobione. Instrukcje wyko­nywania takich „oczek” informują, jak przygotować krawędzie foliowego zbiornika, by specjalnie nie trzeba było ich maskować. Nie ma takiego proble­mu ze zbiornikami prefabrykowanymi lub wykonanymi z cienkościennego betonu.

Reszta jest sprawą gustu i natchnie­nia. Spodziewam się, że stosując po­wyższe wskazówki i unikając opisa­nych wyżej błędów, można stworzyć całą masę interesujących ogrodów, niekoniecznie usiłujących uchodzić za inspirowane japońszczyzną.

Both comments and pings are currently closed.